Drugi obok "Śledztwa" kryminał Stanisława Lema, tym razem niemal w zupełności pozbawiony elementów science-fiction. Poza tym, że główny bohater jest z zawodu astronautą, a w trakcie powieści pojawia się wzmianka o lotach kosmicznych, więzi z fantastyką naukową zostały naprawdę w całości zerwane.
"Katar" jest kryminałem w stu procentach, w którym będziemy mieć serię zabójstw, popełnianych wedle pewnego klucza, zdradzającego modus operandi przestępcy.
Jak wspominano wcześniej, główny bohater jest astronautą, trochę podstarzałym, który został zaangażowany w śledztwo detektywistyczne ze względu na to, że idealnie pasuje pod profil ofiary. Jego rola jest więc dwojaka, wciela się w rolę śledczego, mającego za zadanie rozwiązać zagadkę, jednocześnie będąc czymś w rodzaju przynęty.
Tak w skrócie prezentuje się warstwa fabularna. Kwestii filozoficznych wplecionych w powieść zbyt wiele nie wyłapałem, poza dość oczywistą, dotyczącą złożoności naszego świata i wynikających z tego zagrożeń. Wiem, że brzmi to zagadkowo, ale nie chcę zdradzać treści książki.
"Katar" jest powieścią wyjątkowo spójną i poukładaną w tym sensie, że nie pozostawia czytelnika z możliwością interpretacji wydarzeń według własnej koncepcji. Lem często stosuje taki zabieg, nie dopowiadając pewnych kwestii, czy nawet kończąc całą historię w enigmatyczny sposób, czym zmusza do refleksji.
Ze wszystkiego co napisałem powyżej w dość oczywisty sposób tworzy się obraz "Kataru" jako powieści różniącej się znacząco od większości książek Lema, nie tylko ze względu na odmienny gatunek, ale i całokształt treści. A jak te różnice przekładają się na to co najważniejsze, czyli przyjemność z czytania?
Niestety, moim zdaniem niezbyt dobrze. Nie chodzi tutaj wcale o fakt, że chciałbym bez końca czytać o próbach kontaktu z obcą cywilizacją, bo czasem lubię gdy tematyka książki mnie zaskakuje. Jednak w przypadku "Kataru" tak nie było. O pozytywnym zaskoczeniu nie może być mowy, ponieważ powieść ta w żadnym momencie mnie nie porwała, czasem była wręcz nudnawa, a czasem mało zrozumiała. Ze wszystkiego najbardziej podobało mi się samo zakończenie.
Zdecydowanie wolę "Śledztwo", niż "Katar". Krytyka nie przychodzi mi łatwo, biorąc pod uwagę, że najwyraźniej sam autor miał odmienne odczucia. Tym bardziej, że "Katar" został doceniony także za granicą, zdobywając Grand Prix de Littérature Policière w 1979 r. dla najlepszej książki kryminalnej przetłumaczonej na język Francuski.
W żadnym wypadku jednak nie zniechęcam do sięgnięcia po tę książkę, bo moje narzekanie nie jest niczym innym, jak tylko subiektywną opinią. Pomimo tego, że trudno jest mi się do czegokolwiek przyczepić w sposób merytoryczny, "Katar" nie zdobył mojego serca, tak po prostu. Myślę jednak, że można bez wahania go polecić, szczególnie tym osobom, które stronią od literatury fantastyczno naukowej, a mimo to chciałyby zapoznać się z twórczością Stanisława Lema.
Blog poświęcony szeroko pojętej literaturze fantastycznej. Własne recenzje książek plus osobiste przemyślenia i uwagi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 marca 2015
wtorek, 3 marca 2015
Stanisław Lem - Człowiek z Marsa
Pierwsza książka napisana przez Stanisława Lema, wydana w 1946 roku, traktująca w znacznej mierze o kontakcie z obcą formą życia - tytułowym "Człowiekiem z Marsa".
Początkowe powieści Lema nie cieszą się zbytną popularnością. Jednym z powodów było przymusowe umieszczenie w nich pewnych treści ideologicznych, które narzucane były pisarzom bloku wschodniego. Ale w momencie wydania "Człowieka z Marsa", nowo-odrodzona Polska jeszcze nie została skażona komunistyczną cenzurą, więc na szczęście nie znajdziemy w nim tego typu rzeczy.
Tym samym bohaterami mogli zostać Amerykanie, a akcja została umieszczona w Stanach Zjednoczonych, które zostały opisane zupełnie neutralnie, w przeciwieństwie do szyderczego obrazu Ameryki i kapitalizmu, jaki możemy oglądać w "Astronautach".
Inspiracji co do powstania książki można szukać w nastrojach powojennych, jak i w "Wojnie światów" H.G Wellsa, bo w gruncie rzeczy "Człowiek z Marsa" traktuje o podobnej tematyce, tylko w znacznie bardziej kameralnym otoczeniu. Podobieństwem jest nie tylko pochodzenie obcych - Mars - ale i ich fizjonomia, w postaci mechanicznych macek zamiast kończyn. Jest to jednak dość powierzchowne podobieństwo, co pokazują użyte przez Lema, charakterystyczne dla jego twórczości, motywy.
Pierwszym z nich, który przykuł moją uwagę na samym początku, było zagubienie i zdezorientowanie głównego bohatera, próbującego odnaleźć się w nowej sytuacji. W swoich późniejszych pracach Lem będzie po niego chętnie sięgać ponownie, także wyolbrzymiając i doprowadzając do granic absurdu w "Pamiętniku znalezionym w wannie".
Porusza także problem mechanizacji organizmów żywych - tworzenia cyborgów. Przedstawiony jest on z pewną fascynacją, bo cyborg staje się czymś silnym i groźnym, ale jednocześnie negatywnie, bowiem za swą przemianę płaci utratą osobowości, stając się maszyną. Niezdolną odczuwać nienawiść, ale także i miłość.
Ale "Człowiek z Marsa" traktuje przede wszystkim o problemach pojawiających się przy próbie kontaktu z przedstawicielem obcej cywilizacji. Lem w tej kwestii jest wyraźnym pesymistą, co najlepiej obrazują te słowa:
Oczywiście z obecnym stanem wiedzy, rozważanie o zaawansowanych formach życia zamieszkujących Mars brzmi trochę komicznie. 70 lat temu wiedza o tej planecie była nieporównywalnie mniejsza niż obecnie, stąd pewnie kwestie przedstawione w zakończeniu są zwyczajnie nierealne. W zasadzie nie miałem zamiaru poruszać tego tematu, ale zaciekawiła mnie jedna rzecz. Otóż znaczne ilości dwutlenku węgla w atmosferze Marsa dopiero w 1947 roku potwierdził Gerard Kuiper, który to fakt obecny już jest w książce Lema, napisanej wcześniej! Niestety nie udało mi się znaleźć informacji która by to wytłumaczyła. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się wytłumaczenie, że taki skład atmosfery podejrzewano już wcześniej, a Lem jako że był zainteresowany tematem, hipotezę tą umieścił w swej powieści. Ale to już tylko moje spekulacje.
Mimo istotnych podobieństw, "Człowiek z Marsa" posiada istotną różnicę w stosunku do dzieł z późniejszego okresu twórczości Lema. Tutaj obcy przedstawieni zostali jednoznacznie negatywnie, osąd ich kultury był bezlitosny, przy jednoznacznym aplauzie ludzkiego sposobu bycia. Ponad 10 lat później, pisząc "Eden", mimo oczywistych podobieństw przedstawianej w nim cywilizacji do naszych zbrodniczych systemów totalitarnych, wstrzymał się od wydawania nań wyroków, akceptując prawo obcych to bycia odmiennymi.
Zmierzając już ku końcowi, jak zawsze w każdej recenzji staram się odpowiedzieć na pytanie, czy książkę warto przeczytać. Jeżeli komentarz samego autora jest prawdziwy, to odnosił się on do niej bardzo krytycznie. Może dlatego, że ówczesny czytelnik chciał czytać o Marsjanach, a Lem w głębi duszy nie chciał pisać o takim sztampowym temacie? Mimo wszystko ja się z taką jednoznacznie negatywną oceną nie zgodzę. "Człowiek z Marsa" nie jest dziełem wybitnym, ale mnie, jako laikowi, podobał się, mogłem bez problemu utożsamić się z głównym bohaterem, i całość czytałem z równym entuzjazmem, jak znacznie późniejsze dzieła Lema, znajdując wiele podobieństw. I chyba nie jestem w tym osamotniony, biorąc pod uwagę, że powieść ta cieszyła się zainteresowaniem nawet wtedy, gdy nie była dostępna na półkach księgarń.
Początkowe powieści Lema nie cieszą się zbytną popularnością. Jednym z powodów było przymusowe umieszczenie w nich pewnych treści ideologicznych, które narzucane były pisarzom bloku wschodniego. Ale w momencie wydania "Człowieka z Marsa", nowo-odrodzona Polska jeszcze nie została skażona komunistyczną cenzurą, więc na szczęście nie znajdziemy w nim tego typu rzeczy.
Tym samym bohaterami mogli zostać Amerykanie, a akcja została umieszczona w Stanach Zjednoczonych, które zostały opisane zupełnie neutralnie, w przeciwieństwie do szyderczego obrazu Ameryki i kapitalizmu, jaki możemy oglądać w "Astronautach".
Inspiracji co do powstania książki można szukać w nastrojach powojennych, jak i w "Wojnie światów" H.G Wellsa, bo w gruncie rzeczy "Człowiek z Marsa" traktuje o podobnej tematyce, tylko w znacznie bardziej kameralnym otoczeniu. Podobieństwem jest nie tylko pochodzenie obcych - Mars - ale i ich fizjonomia, w postaci mechanicznych macek zamiast kończyn. Jest to jednak dość powierzchowne podobieństwo, co pokazują użyte przez Lema, charakterystyczne dla jego twórczości, motywy.
Pierwszym z nich, który przykuł moją uwagę na samym początku, było zagubienie i zdezorientowanie głównego bohatera, próbującego odnaleźć się w nowej sytuacji. W swoich późniejszych pracach Lem będzie po niego chętnie sięgać ponownie, także wyolbrzymiając i doprowadzając do granic absurdu w "Pamiętniku znalezionym w wannie".
Porusza także problem mechanizacji organizmów żywych - tworzenia cyborgów. Przedstawiony jest on z pewną fascynacją, bo cyborg staje się czymś silnym i groźnym, ale jednocześnie negatywnie, bowiem za swą przemianę płaci utratą osobowości, stając się maszyną. Niezdolną odczuwać nienawiść, ale także i miłość.
Ale "Człowiek z Marsa" traktuje przede wszystkim o problemach pojawiających się przy próbie kontaktu z przedstawicielem obcej cywilizacji. Lem w tej kwestii jest wyraźnym pesymistą, co najlepiej obrazują te słowa:
Planety są sobie obce. Nie tak obcy są sobie dwaj ludzie: jeden z płomiennej Australii, drugi z lodów bieguna. Nie tak obcy są sobie człowiek i zwierzę, ryba i owad. Łączy ich coś i spaja. Pod jednym niebem wyrośli. Jednym powietrzem oddychają. Jedno słońce ich grzeje.Jeżeli nie zakładamy, że życie może powstać wyłącznie na ciałach niebieskich bardzo zbliżonych do Ziemi, to możemy łatwo sobie wyobrazić, że organizm ewoluujący na innej planecie, w zupełnie innym środowisku i innych warunkach będzie dla nas czymś kompletnie nowym. Mówimy tutaj o bardzo fundamentalnych różnicach, jak sposób działania zmysłów, czy ich zastosowanie. Czy potrafimy sobie wyobrazić jak to jest czuć fale elektromagnetyczne? Lub promieniowanie? Trzeba uczciwie przyznać, że Lem przedstawił ten problem w sposób interesujący, ale i dokładny.
Oczywiście z obecnym stanem wiedzy, rozważanie o zaawansowanych formach życia zamieszkujących Mars brzmi trochę komicznie. 70 lat temu wiedza o tej planecie była nieporównywalnie mniejsza niż obecnie, stąd pewnie kwestie przedstawione w zakończeniu są zwyczajnie nierealne. W zasadzie nie miałem zamiaru poruszać tego tematu, ale zaciekawiła mnie jedna rzecz. Otóż znaczne ilości dwutlenku węgla w atmosferze Marsa dopiero w 1947 roku potwierdził Gerard Kuiper, który to fakt obecny już jest w książce Lema, napisanej wcześniej! Niestety nie udało mi się znaleźć informacji która by to wytłumaczyła. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się wytłumaczenie, że taki skład atmosfery podejrzewano już wcześniej, a Lem jako że był zainteresowany tematem, hipotezę tą umieścił w swej powieści. Ale to już tylko moje spekulacje.
Mimo istotnych podobieństw, "Człowiek z Marsa" posiada istotną różnicę w stosunku do dzieł z późniejszego okresu twórczości Lema. Tutaj obcy przedstawieni zostali jednoznacznie negatywnie, osąd ich kultury był bezlitosny, przy jednoznacznym aplauzie ludzkiego sposobu bycia. Ponad 10 lat później, pisząc "Eden", mimo oczywistych podobieństw przedstawianej w nim cywilizacji do naszych zbrodniczych systemów totalitarnych, wstrzymał się od wydawania nań wyroków, akceptując prawo obcych to bycia odmiennymi.
Zmierzając już ku końcowi, jak zawsze w każdej recenzji staram się odpowiedzieć na pytanie, czy książkę warto przeczytać. Jeżeli komentarz samego autora jest prawdziwy, to odnosił się on do niej bardzo krytycznie. Może dlatego, że ówczesny czytelnik chciał czytać o Marsjanach, a Lem w głębi duszy nie chciał pisać o takim sztampowym temacie? Mimo wszystko ja się z taką jednoznacznie negatywną oceną nie zgodzę. "Człowiek z Marsa" nie jest dziełem wybitnym, ale mnie, jako laikowi, podobał się, mogłem bez problemu utożsamić się z głównym bohaterem, i całość czytałem z równym entuzjazmem, jak znacznie późniejsze dzieła Lema, znajdując wiele podobieństw. I chyba nie jestem w tym osamotniony, biorąc pod uwagę, że powieść ta cieszyła się zainteresowaniem nawet wtedy, gdy nie była dostępna na półkach księgarń.
Etykiety:
Stanisław Lem
poniedziałek, 2 marca 2015
Stanisław Lem - Śledztwo
"Śledztwo" zaczyna się jak typowy kryminał. W małych, angielskich miasteczkach dochodzi do niepokojących zdarzeń - ktoś przesuwa ciała w lokalnych kostnicach. To pozornie nieszkodliwe zachowanie może być jednak dziełem psychopaty, dlatego sprawą, która zaczyna wzbudzać ogólny niepokój, zaczyna interesować się Scotland Yard.
Dalsza część historii napisanej przez polskiego mistrza fantastyki naukowej zdecydowanie odbiega od kanonów tradycyjnej powieści kryminalnej, przybierając bardziej to, do czego już przyzwyczaił swoich czytelników, ale w nieco innym - bo kryminalnym - opakowaniu.
Nie zabraknie więc wszechobecnej aury tajemnicy, rozważań futurologicznych, czy nawet próby znalezienia odpowiedzi na miejsce człowieka we wszechświecie. Lem niesamowicie wnikliwie demaskuje sposób w jaki funkcjonuje nasz naukowy sposób poznania, który opiera się na znalezieniu i opisaniu powiązań między przyczyną a skutkiem, ale niestety próba wyjaśnienia fundamentalnych praw zazwyczaj prowadzi nas do niczego. Jeżeli wypuścimy jabłko z ręki, to wiemy, że nie zawiśnie ono w powietrzu, ani nie poleci w gorę, tylko upadnie na ziemię. Dlaczego? Dlatego, że działają na niego siły grawitacji. A dlaczego istnieje grawitacja? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Po prostu akceptujemy, że istnieje i inaczej być nie może. Lem przejaskrawił ten problem w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że pewne rzeczy po prostu się dzieją, bo taka jest natura świata.
Ale bez obaw, tego typu elementy stanowią jedynie dodatek do całej reszty, przez trudno byłoby powiedzieć, że "Śledztwo" jest książką ciężką w odbiorze. Różni się od typowego kryminału, takiego jak na przykład Katar, różni się także od typowego reprezentanta literatury fantastyczno-naukowej, będąc czymś w rodzaju niecodziennej hybrydy, która może apelować zarówno do wielbicieli jednego, jak i drugiego gatunku.
Chociaż nie każdemu musi się podobać. Autor postanowił skupić się bardziej na kreowaniu odpowiedniej dla kryminału atmosfery, pełnej podejrzeń i niejasności. Budując bogaty portret psychologiczny swoich postaci, karmiąc czytelnika długimi dialogami, przeplatanymi z rozważaniami głównego bohatera, spowolnił akcję, co zależnie od upodobań można uznać za zaletę, lub wadę. Jeżeli cenisz sobie w książkach wartką akcję, nagłe zwroty akcji i wiele wydarzeń, to "Śledztwo" może nie być najlepszym wyborem.
Mimo tego, gdybym miał zarekomendować jedną książkę, którą chciałbym polecić komuś, kto nie gustuje w twórczości Lema, albo ogólnie w literaturze science-fiction, to wybór padłby właśnie na "Śledztwo". Bo jest to krótki, ale interesujący i bardzo nietypowy kryminał.
Dalsza część historii napisanej przez polskiego mistrza fantastyki naukowej zdecydowanie odbiega od kanonów tradycyjnej powieści kryminalnej, przybierając bardziej to, do czego już przyzwyczaił swoich czytelników, ale w nieco innym - bo kryminalnym - opakowaniu.
Nie zabraknie więc wszechobecnej aury tajemnicy, rozważań futurologicznych, czy nawet próby znalezienia odpowiedzi na miejsce człowieka we wszechświecie. Lem niesamowicie wnikliwie demaskuje sposób w jaki funkcjonuje nasz naukowy sposób poznania, który opiera się na znalezieniu i opisaniu powiązań między przyczyną a skutkiem, ale niestety próba wyjaśnienia fundamentalnych praw zazwyczaj prowadzi nas do niczego. Jeżeli wypuścimy jabłko z ręki, to wiemy, że nie zawiśnie ono w powietrzu, ani nie poleci w gorę, tylko upadnie na ziemię. Dlaczego? Dlatego, że działają na niego siły grawitacji. A dlaczego istnieje grawitacja? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Po prostu akceptujemy, że istnieje i inaczej być nie może. Lem przejaskrawił ten problem w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że pewne rzeczy po prostu się dzieją, bo taka jest natura świata.
Ale bez obaw, tego typu elementy stanowią jedynie dodatek do całej reszty, przez trudno byłoby powiedzieć, że "Śledztwo" jest książką ciężką w odbiorze. Różni się od typowego kryminału, takiego jak na przykład Katar, różni się także od typowego reprezentanta literatury fantastyczno-naukowej, będąc czymś w rodzaju niecodziennej hybrydy, która może apelować zarówno do wielbicieli jednego, jak i drugiego gatunku.
Chociaż nie każdemu musi się podobać. Autor postanowił skupić się bardziej na kreowaniu odpowiedniej dla kryminału atmosfery, pełnej podejrzeń i niejasności. Budując bogaty portret psychologiczny swoich postaci, karmiąc czytelnika długimi dialogami, przeplatanymi z rozważaniami głównego bohatera, spowolnił akcję, co zależnie od upodobań można uznać za zaletę, lub wadę. Jeżeli cenisz sobie w książkach wartką akcję, nagłe zwroty akcji i wiele wydarzeń, to "Śledztwo" może nie być najlepszym wyborem.
Mimo tego, gdybym miał zarekomendować jedną książkę, którą chciałbym polecić komuś, kto nie gustuje w twórczości Lema, albo ogólnie w literaturze science-fiction, to wybór padłby właśnie na "Śledztwo". Bo jest to krótki, ale interesujący i bardzo nietypowy kryminał.
Etykiety:
Stanisław Lem
niedziela, 9 września 2012
Stanisław Lem - Pamiętnik znaleziony w wannie
Powieść nieco odmienna dla twórczości Lema, co prawda osadzona w nieokreślonej, dalekiej przyszłości, ale bez typowych dla niego motywów jak podróże międzygwiezdne, poznawanie obcej cywilizacji, i tym podobne. Od początku do końca przesiąknięta abstrakcyjnym humorem, jeśli "Dzienniki gwiazdowe" zrobiły na Tobie dobre wrażenie, jest spora szansa że polubisz także "Pamiętnik znaleziony w wannie".
Pod warstwą fabularną ukryta jest satyryczna krytyka totalitaryzmu, który przeobraził ludzi w małe trybiki obłędnej maszyny państwa totalitarnego, rządzącego się swoimi irracjonalnymi prawami. Z jednej strony tekst jest zabawny i groteskowy, ale po głębszym przemyśleniu może się - całkiem słusznie - wydać upiorny.
Mimo że "Pamiętnik znaleziony w wannie" rzeczywiście posiada drugie dno, to czyta się go doskonale. Pojawiające się ciągle niewiadome pomieszane z paradoksami sprawiają, że jego lektura jest przyjemna i ciężko się znudzić. Przynajmniej dla mnie. A Wam jak przypadł do gustu?
Pod warstwą fabularną ukryta jest satyryczna krytyka totalitaryzmu, który przeobraził ludzi w małe trybiki obłędnej maszyny państwa totalitarnego, rządzącego się swoimi irracjonalnymi prawami. Z jednej strony tekst jest zabawny i groteskowy, ale po głębszym przemyśleniu może się - całkiem słusznie - wydać upiorny.
Mimo że "Pamiętnik znaleziony w wannie" rzeczywiście posiada drugie dno, to czyta się go doskonale. Pojawiające się ciągle niewiadome pomieszane z paradoksami sprawiają, że jego lektura jest przyjemna i ciężko się znudzić. Przynajmniej dla mnie. A Wam jak przypadł do gustu?
Etykiety:
Stanisław Lem
poniedziałek, 2 marca 2009
Stanisław Lem - Solaris
Wracając do samej książki, jest to kolejna powieść-zagadka Lema, z mnóstwem niewiadomych, do których bohaterowie jedynie mogą tworzyć coraz to nowe teorie - często wykluczające się. No cóż, trudno jest cokolwiek więcej powiedzieć nie zdradzając nic a nic z fabuły.
Wiele osób twierdzi że Solaris jest trudny w odbiorze, ja się z tym nie zgodzę - każdy odbiera "przekaz" autora na swój sposób, Solaris ze względu na swą zagadkowość można interpretować na setki sposobów. Najprostszym z nich jest niemożliwość pełnego zrozumienia życia skrajnie różnego od ziemskiego - motyw ten pojawia się w wielu innych dziełach Stanisława Lema.
Pozycja obowiązkowa dla każdego fana literatury science-fiction.
Etykiety:
Stanisław Lem
piątek, 4 lipca 2008
Stanisław Lem - Obłok Magellana
Po Herbercie mam zamiar napisać co nieco o książkach Stanisława Lema, człowieka który bez wątpienia jest najwybitniejszym polskim pisarzem SF.
Na świecie też próżno szukać takich twórców którzy w jednych książkach potrafią tak dokładnie i szczegółowo opisać działanie jakiegoś przyszłościowego urządzenia czy technologii, a w innych takie sprawy odsunąć na bok - zamiast tego na pierwszy plan wychodzą sytuacje absurdalne i humorystyczne.
Gdyby komuś było mało, większość twórczości Lema ma zabarwienie filozoficzne.
A ja jako pierwszą opisywaną książkę Lema wybrałem mało znany Obłok Magellana, niedoceniony także przez autora, a mimo to wart uwagi.
Akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości (na początku trzeciego tysiąclecia), gdzie ludzkość postanawia wybrać "najlepszych z najlepszych" i wysłać w podróż kosmiczną na najbliższą gwiazdę - Alfa Centauri. To w najmocniejszym skrócie opis pierwszej płaszczyzny - podróży. Kolejny aspekt to obraz społeczeństwa w przyszłości - utopijnego i komunistycznego, gdyż w książce Lema komunizm wygrał z kapitalizmem, a o Amerykanach pozostały tylko legendy, oprócz historyków ludzie praktycznie nie mają pojęcia o swojej przeszłości. Następnym wątkiem jest dojrzewanie emocjonalne głównego bohatera, który przykładowo, przed podróżą nie wiedział co chce robić w życiu - nie mógł się zdecydować na żaden zawód, aż został lekarzem-astronautą.
I to właściwie byłoby wszystko, co mogę napisać bez zdradzania fabuły; niby nie ma w sobie nic rewolucyjnego, ale jednak całość zapada w pamięć.
Na świecie też próżno szukać takich twórców którzy w jednych książkach potrafią tak dokładnie i szczegółowo opisać działanie jakiegoś przyszłościowego urządzenia czy technologii, a w innych takie sprawy odsunąć na bok - zamiast tego na pierwszy plan wychodzą sytuacje absurdalne i humorystyczne.
Gdyby komuś było mało, większość twórczości Lema ma zabarwienie filozoficzne.
A ja jako pierwszą opisywaną książkę Lema wybrałem mało znany Obłok Magellana, niedoceniony także przez autora, a mimo to wart uwagi.
Akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości (na początku trzeciego tysiąclecia), gdzie ludzkość postanawia wybrać "najlepszych z najlepszych" i wysłać w podróż kosmiczną na najbliższą gwiazdę - Alfa Centauri. To w najmocniejszym skrócie opis pierwszej płaszczyzny - podróży. Kolejny aspekt to obraz społeczeństwa w przyszłości - utopijnego i komunistycznego, gdyż w książce Lema komunizm wygrał z kapitalizmem, a o Amerykanach pozostały tylko legendy, oprócz historyków ludzie praktycznie nie mają pojęcia o swojej przeszłości. Następnym wątkiem jest dojrzewanie emocjonalne głównego bohatera, który przykładowo, przed podróżą nie wiedział co chce robić w życiu - nie mógł się zdecydować na żaden zawód, aż został lekarzem-astronautą.
I to właściwie byłoby wszystko, co mogę napisać bez zdradzania fabuły; niby nie ma w sobie nic rewolucyjnego, ale jednak całość zapada w pamięć.
Etykiety:
Stanisław Lem
Subskrybuj:
Posty (Atom)
loading..



