Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2009

Frank Herbert - Gwiazda Chłosty

To jedna z książek, w których przytaczanie nawet kawałka fabuły mija się z celem - nie chodzi tu bynajmniej o zwykłe "psucie zabawy", tym co jeszcze jej nie przeczytali. Gwiazda Chłosty jest po prostu bardzo zagmatwana, szczególnie w pierwszych rozdziałach, kiedy to czytelnika wręcz przytłaczają dziesiątki różnych ras, wynalazków itd. Dzieje się tak dlatego, ponieważ powieść osadzona jest w dalekiej, nieokreślonej dokładnie przez autora przyszłości.

Wracając do trudności w odbiorze książki, można je mieć tylko na początku - potem już wszystko powoli robi się jasne, a przynajmniej powinno. Herbert po raz łączy elementy sensacji ze science-fiction. W porównaniu do Diuny, w Gwieździe Chłosty jest znacznie więcej "wynalazków" których działania nie da się wytłumaczyć naukowo, czy też mówiąc prawdę, pseudonaukowo - ich działanie jest bardziej...metafizyczne. Dla miłośników twórczości Lema, będzie to z pewnością duży minus. Natomiast niewątpliwym plusem są oryginalne rasy, oraz bogato przedstawiony świat.

Bez wątpienia książka ta mogłaby być podwaliną pod kolejne powieści tworzące sagę, niestety, nic podobnego nie ujrzało światła dziennego.

poniedziałek, 2 marca 2009

Frank Herbert - Zielony Mózg

Zielony Mózg, powieść Franka Herberta osadzona w niedalekiej przyszłości, w której część ludzkości (Chiny, Rosja, Brazylia) postawiły sobie za cel całkowitą eliminację wszystkich owadów żyjących na ziemi, chcąc zagwarantować sobie kompletną hegemonię dla gatunku ludzkiego.

Ziemia została podzielona na tzw. Strefy Zielone - gdzie, teoretycznie, nie ma już żadnych insektów, oraz czerwone, czyli takie których ludzie jeszcze w pełni nie kontrolują. Akcja rozgrywa się na terenach Brazylii, gdzie grupy najemników zwalczających robactwo (nazywanych w powieści bandeirantes) napotykają na coraz to nowe mutacje owadów.

Ich walka jest o szczególnie trudna, bo całkowicie nie zdają sobie sprawy z tego, że insekty podporządkowane są wyższemu organizmowi - zwanego Mózgiem.

Książka to swoista przestroga przed nadmierną ingerencją w otaczający nas ekosystem. Poza tym, ukazuje nieodłączną zależność człowieka od przyrody, szczególnie podkreśloną w zakończeniu.

Same postacie bohaterów są słabe, płytkie, a nawet można powiedzieć, że stereotypowe. Przystojny Brazylijczyk, kierujący się emocjami. Piękna pani doktor, typ kokietki, ale dającej się łatwo manipulować i w sytuacjach kryzysowych szukającej oparcia w innych. Wyrafinowany chińczyk, ateista, traktujący ludzi przedmiotowo. Naprawdę mało interesujące postacie.

W trakcie czytania trudno nie mieć zastrzeżeń do decyzji podejmowanych przez głównych bohaterów (które są po prostu głupie), oraz sposobu ich postępowania. Z drugiej strony, można się doszukiwać pewnego celu w takim kreowaniu postaci, może pisarz miał zamiar pokazać niedoskonałość gatunku ludzkiego? Chciałbym, żeby tak było, ale niestety zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo naiwne myślenie.

Niestety fabuła także nie porywa. Sam pomysł na książkę jest świetny. Początkowa akcja wzbudza zainteresowanie, ale niestety ta fascynacja szybko mija, a jej miejsce zajmuje irytacja i narastające znudzenie. Oprócz tego jest naprawdę mało przekonująca. W pełni rozumiem, że nie wszystkie historie muszą być w miarę naukowo trafne i posiadające techniczne szczegóły, tak jak w zwyczaju ma to robić Verne lub Lem, ale totalnie ignorowanie teorii ewolucji to jednak za wiele.

Myślę, że "Zielony Mózg" można by spokojnie skrócić przynajmniej o połowę. Wtedy zamiast słabej książki, powstałoby całkiem solidne opowiadanie. Ale niestety nic ponadto. Jeżeli zafascynowała Cię Diuna i liczysz na to, że Frank Herbert swój kunszt pisarski pokazał także w "Zielonym Mózgu", to od razu ostrzegam - mocno się zawiedziesz.

czwartek, 3 lipca 2008

Frank Herbert - Oczy Heisenberga


Oczy Heisenberga, kolejna intrygująca książka Herberta, po raz kolejny zostajemy rzuceni w daleką przyszłość - tym razem do świata rządzonego przez "nieśmiertelnych" ludzi, mających nieograniczoną władzę od niepamiętnych czasów. Natomiast reszta społeczeństwa to wytwory biologów, a dokładniej chirurgów którzy kierują rozwojem embrionów... bo od tysięcy lat nikt nie przyszedł na świat w sposób naturalny. Wszystko układałoby się pięknie, gdyby nie grupa buntowników pragnąca zmian.

Jeżeli komuś przypadły do gustu Kroniki Diuny, to Oczy Heisenberga również mu się spodobają. W obu książkach występują podobne motywy: przedłużania ludzkiego życia, sprawowania władzy przez, lekko mówiąc "długowiecznych" władców, modyfikowanie genomu ludzkiego w celu osiągnięcia idealnego człowieka, itd. itd. Cech wspólnych jest sporo.

Ale i różnic nie brakuje. Oczy Heisenberga nie są napisane z takim rozmachem jak Diuna, w końcu utwór jest znacznie krótszy, przez co autor nie mógł w pełni opisać świata ani wprowadzić więcej postaci. A szkoda, bo historia całkiem ciekawa, jedynie zakończenie wydaje się być trochę naciągane.

środa, 2 lipca 2008

Frank Herbert - Diuna



Po poprzednim poście można było się domyślić od czego zacznę.
Cytowany przeze mnie fragment pochodził z Diuny, powieści Franka Herberta, która jest jednocześnie pierwszą częścią całej sagi - Kronik Diuny.
Nie będę ukrywać, pierwszy wpis poświęciłem właśnie jej, ponieważ zdecydowanie jest to moja ulubiona powieść fantastyczno-naukowa.

Była to jedna z pierwszych książek, które naprawdę mnie wciągnęły, ale mimo tego często do niej wracam i zawsze znajduję jakiś fragment, na który wcześniej nie zwróciłem szczególnej uwagi, albo zwyczajnie go zapomniałem. Diuna to powieść wielowarstwowa, w której znajdują się wątki mistyczne, religijne, polityczne, wojskowe, szpiegowskie, czy ekologiczne. Nawet w pewnym sensie może być odczytywana jako alegoria naszego świata.

Bez wątpienia cała saga z biegiem czasu stała się częścią światowej klasyki literatury science-fiction. W jednym wpisie krótko opiszę wszystkie książki wchodzące w skład sagi, ale najwięcej uwagi poświęcę pierwszej z nich. Z prozaicznej przyczyny: zdaniem wielu, w tym także mnie, jest ona najbardziej przełomowa i najlepsza ze wszystkich.

Diuna zaczyna się tajemniczo, można mieć wrażenie że wręcz dziecinnie, w końcu pierwszoplanowym bohaterem zdaje się być 15 latek, który podobnie jak czytelnik, nie bardzo orientuje się o co chodzi.

Przesylabizował dziwne słowa gom dżabbar... kwisatz haderach. Ileż jeszcze musi się nauczyć!
Początek to właściwie jest jedyny slaby punkt książki, można powiedzieć, że im dalej, tym robi się ciekawiej. Czym właściwie wyróżnia się Diuna od całej reszty książek fantastyczno-naukowych? Przede wszystkim niesamowitym klimatem, bardzo bogato i realistycznie przedstawionym światem, oraz wyraźnie nakreślonymi bohaterami.

Poprzez realistyczny świat rozumiem tom, że autorowi udało się przekazać cały koloryt życia na Arrakis, planecie na której dzieje się większość akcji. Mamy więc lokalnych mieszkańców, ich codzienne sprawy, ich dziwne dla nas zwyczaje, nietypowy ubiór i niesamowity szacunek dla wody. Nie ma tutaj absolutnie żadnej wtórności, wszystkie pomysły na kreacje świata są oryginalne i nowe.

Poza tym Frank Herbert skupił się na przedstawieniu człowieka, jego psychiki, oraz nieodkrytych jeszcze możliwości umysłu.
Ciężko jest mi coś więcej powiedzieć, gdyż nie chcę zdradzać nic z fabuły. O wiele ciekawiej jest samemu wszystko odkrywać.

Kolejne części sagi są moim zdaniem znacznie mniej ciekawe, chociaż znam osoby które twierdzą że cześć IV - Bóg Imperator Diuny - jest najlepsza z nich. Osobiście uważam ją za najzwyczajniej w świecie nudną. O II oraz III nie ma się co rozpisywać - są to bezpośrednie kontynuacje (kilkanaście lat u Herberta to mały okres czasu...) pierwszej części, w których co prawda nie ma już walk pomiędzy Atrydami oraz Harkonnenami, ale za to są inne, nie mniej ciekawe wątki.

Jak już wspomniałem, część IV dla mnie nie jest rewelacyjna. Dlaczego? Gdyż ze wszystkich sześciu jest najbardziej uboga w akcje i jakaś taka...melancholijna. Książka z pewnością dla tych, którzy szukają dogłębnej analizy psychologicznej wielowiekowego przywódcy - Tyrana.

W piątej oraz w szczególności w szóstej części, akcja znowu nabiera tempa, niestety w kulminacyjnym momencie kończy się VI część, a kolejnej już autor nie napisał, gdyż niestety zmarł.

Nie wszystko jednak przepadło, gdyż Frank pomyślał o wszystkim i zostawił notatki przyszłego projektu swojemu synowi, który podjął się kontynuacji prac nad sagą. Niestety, "Hunters of Dune" oraz "Sandworms of Dune" są praktycznie niedostępne w języku polskim.

Zanim ktoś zdecyduje się czytać, radzę zwrócić uwagę na jedną rzecz - tłumaczenie.
Przeczytałem książkę w tłumaczeniu Marka Marszała i nie zwracałem nawet uwagi że ta książka nie była pisana w języku polskim, natomiast jakiś czas później natknąłem się na tłumaczenie Jerzego Łozińskiego...i jakbym dostał w ręce inną książkę.

Zupełnie rozumiem intencję tłumacza, którego celem nadanie nazwom angielskim jak najtrafniejszych polskich odpowiedników. Weźmy na przykład słowo Fremen, które pan Marszał pozostawił bez zmiany, zostało zaadaptowane jako Wolanie. Ze względu na etymologię słowa angielskiego, w celu zachowania jego pierwotnego znaczenia które ze sobą niesie (free - wolny). Osobiście wolę wersję oryginalną, ale jestem w stanie zrozumieć, że jest to kwestia gustu.

Jednocześnie jednak rzuca się w oczy fakt tłumaczeń zbyt dosłownych, typu wszystkonios (ang. carryall), które Marek Marszał przetłumaczył jako zgarniarka. W odniesieniu do pojazdu, moim zdaniem wszystkonios brzmi dziwnie. Mimo wszystko jest to uzasadnione, bo carry all oznacza po prostu "nieść wszystko".

Ale z drugiej strony, tłumaczenia dosłowne są stosowane niekonsekwentnie. I tak oto angielski crysknife zamienił się u Jerzego Łozińskiego na krysztylet, podczas gdy u Marka Marszała nazwany jest krysnóż. Jak z crys-knife może się zrobić kry-sztylet? Wygląda to tak, jakby pan Łoziński próbował na siłę zmienić tłumaczenie, które nie było jego autorstwa.

Zaskakująco dużo miejsca poświęciłem kwestii tłumaczenia. Ale nie bez powodu, bo dziwne, czy miejscami błędne wydanie może popsuć całą frajdę z czytania książki. Dlatego ze swojej strony polecam tłumaczenia Marka Marszała.